Jill Barklem kochała spokojną, idylliczną wieś. Jeżdżąc do szkoły zatłoczonymi pociągami, przenosiła się myślami do świata, który napawał spokojem i harmonią. Któregoś dnia postanowiła zaludnić go… społecznością myszek.
Książka W Jeżynowym Grodzie jest podzielona na cztery części, odpowiadające kolejnym porom roku. Opowiada o panu i pani Toadflax i ich dzieciach oraz przyjaciołach, którzy mieszkają w korzeniach i pniach drzew czy poskręcanych gałęziach żywopłotów.
Na tworzeniu świata Brambly Hedge zeszło jej 5 lat. Miłość Jill do angielskiej wsi i jej wyjątkowo spostrzegawcze oko oraz skrupulatność sprawiły, że dokładnie odmalowała stosy liści, soczyste maliny, jagody, jeżyny. Były to rysunki równie poprawne pod względem botanicznym, co bardzo malarskie. Jej gabinet był zawalony suszonymi kwiatami, muszelkami, orzechami, piórami – wszystkim, co mogło ją zainspirować.
Wykorzystując każdą z pór roku jako tło dla prostej historii, odmalowała wiosenny piknik, urodzinowe przyjęcie, letnie wesele, jesienne zbiory i zimowe święta.
Jako dobra kucharka dbała o to, by każdy przepis na torty, puddingi i ciasteczka przygotowywane przez myszki, można było odtworzyć w rzeczywistości (w kuchni myszek są nawet przypięte gwoździkami do ścian karteluszki ze składnikami).
Mieszkania bohaterów Jill są pełne szczegółów: od garnków, rondelków, miseczek, talerzy, noży i łopatek w kuchni, przez obrazki na ścianach, miękkie koce, poduszeczki na kanapach i kubki z gorącą czekoladą w salonie, po łóżeczka z baldachimem, lusterka i kolorowe wstążki na toaletkach czy przerzuconą haleczkę na krześle w sypialni – wszystko jest na miejscu, tak jak w świecie ludzi.
Szczególnie zapadają w pamięci kuchnie i spiżarnie, zapełnione taką ilością miniaturowych przedmiotów, że na wydobywaniu poszczególnych detali można by spędzić godzinę.
Książka przetłumaczona na 13 języków sprzedała się w ponad 7 milionach egzemplarzy. A przecież nie było to zamiarem autorki. Jill marzyła o karierze sportowej, ale w szkole średniej w Loughton okazało się, że cierpi na odwarstwienie siatkówki, co przekreśliło jej plany. Mówi się, że wszystko jest po coś. Może to, co przytrafiło się Jill, było po to, żeby odkryła w sobie pisarkę.





